Polskie społeczeństwo zmaga się z epidemią otyłości. Jednym z priorytetów parlamentu i rządu nowej kadencji powinno być wprowadzenie prozdrowotnego podatku na napoje o wysokiej zawartości cukru. Prace nad wprowadzeniem w Polsce przepisów, które sprawdzają się w wielu państwach UE, będą testem odporności polityków na lobbing koncernów kontrolujących rynek wart miliardy euro.

Według Światowego Indeksu Bezpieczeństwa Żywieniowego Polska znajduje się na niechlubnym szóstym miejscu w Europie pod względem liczby osób otyłych. Tak wysoka pozycja w rankingu jest w dużej mierze efektem niezdrowej diety – ociekającej słodkimi napojami i obfitującej w sól, niezdrowe tłuszcze oraz przekąski. Według danych GUS przeciętny Polak spożył w 2017 roku aż 44,5 kg sacharozy – to o ponad 17 kg więcej niż średnia roczna porcja mięsa drobiowego. Konsekwencje są bardzo poważne: problem nieprawidłowej wagi dotyczy aż 67,3% dorosłych mężczyzn oraz 53% dorosłych kobiet. Co gorsza, nadmiarowe kilogramy coraz częściej mają już najmłodsi. Według Instytutu Matki i Dziecka z nadwagą lub otyłością zmaga się co czwarty trzylatek oraz co trzeci ośmiolatek.

Zdaniem ekspertów otyłość to biologiczna bomba zegarowa, tykająca w rytm łykania kolejnych łyżeczek cukru. Nieleczona prowadzi do schorzeń układu krążenia, zaburzeń hormonalnych oraz rozwoju cukrzycy typu 2. Zwiększa też ryzyko powstania niektórych rodzajów nowotworów. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) uznaje otyłość za najgroźniejszą chorobę przewlekłą!

Fot.: Problem nieprawidłowej wagi dotyczy w Polsce aż 67,3% dorosłych mężczyzn oraz 53% dorosłych kobiet. Producenci popularnych słodkich napojów nie zrezygnują z części swoich zysków w Polsce bez walki. (Źródło: pixabay.com)

 

Czy proces tycia Polaków da się zatrzymać? Eksperci WHO uważają, że jest to możliwe. Według Światowej Organizacji Zdrowia, jednym ze skutecznych sposobów na walkę ze zjawiskiem otyłości jest kształtowanie zdrowych nawyków żywieniowych za pomocą podatków oraz subsydiów. Niestety zmniejszony popyt na słodkie napoje nie wszystkim jest na rękę. Wyższy podatek uderza po kieszeniach producentów niezdrowych produktów. Należy się więc spodziewać, że najwięksi wytwórcy nie oddadzą części swoich wpływów z polskiego rynku bez walki.

Zdaniem branżowych analityków w 2020 roku wartość rynku napojów bezalkoholowych będzie wynosić 24,6 mld zł. Tak wysoka kwota daje wyobrażenie o sile lobbingu, z jakim prawdopodobnie spotkają się polskie władze. Uchwalenie prozdrowotnych przepisów będzie wymagało od rządzących dużej odporności na naciski największych koncernów spożywczych.

– Koncerny spożywcze z pewnością już od dłuższego czasu uważnie monitorują wypowiedzi polskich polityków i intencje rządu w tym obszarze, a przy próbie wprowadzenia podatków prozdrowotnych zaktywizują wszystkie powiązane organizacje, które będą zaciągać hamulec awaryjny na ścieżce legislacyjnej – mówi Klaudia Anioł, prezes fundacji Instytut Ochrony Praw Konsumentów.

Jak Europa walczy z otyłością?

Polski ustawodawca nie musi prowadzić fiskalnych eksperymentów, aby stworzyć odpowiednie instrumenty podatkowe – w sformułowaniu nowych regulacji pomocne mogą okazać się analizy rozwiązań wprowadzonych w innych państwach UE.

Przepisy zbliżone do zalecanych przez WHO obowiązują m.in. na Węgrzech. Rząd Viktora Orbána wypowiedział wojnę niezdrowym nawykom żywieniowym już w 2011 roku. To właśnie wtedy powstał słynny „podatek chipsowy”. Obejmuje on żywność paczkowaną, słone i słodkie ciasteczka, przekąski oraz napoje słodzone i energetyzujące. Za każdy litr napoju wysokosłodzonego Węgrzy płacą dodatkowe 5 forintów (niecałe 7 gr), a za litr napoju energetyzującego 250 forintów (3,31 zł).

W 2012 roku do frontu walki z otyłością dołączyła Francja. W tym wypadku stworzono podatek w wysokości 7,53 euro (32,84 zł) na hektolitr napoju zawierającego więcej niż 5 g cukru w 100 ml. Stawka ta wzrasta trzykrotnie po przekroczeniu 10 g w 100 ml. W 2018 roku na podobne rozwiązanie zdecydowali się Brytyjczycy. Konsumenci na wyspach płacą dodatkowe 22 pensy (1,06 zł) za każde 100 ml napoju zawierającego ponad 5 g cukru.

W wyścigu po zdrowsze nawyki żywieniowe wyprzedzają nas także Rumuni. Jeszcze w tym roku rząd Vioriki Dăncili zamierza wprowadzić dodatkowy podatek na bezalkoholowe napoje o dużej zawartości cukru, w tym energetyki. Przygotowano już projekt ustawy, zgodnie z którym dodatkowe obciążenie napojów o zawartości cukru 5-8 g na 100 ml ma wynosić 0,8 lei (0,73 zł) za litr. Natomiast w przypadku wyrobów, w których znajduje się ponad 8 g na 100 ml kwota ta będzie równa 1 lej (0,92 zł).

Różne formy prozdrowotnych danin obowiązują także w Hiszpanii, Finlandii, Norwegii oraz Portugalii. Natomiast poza naszym kontynentem na opodatkowanie niezdrowej żywności zdecydował się m.in. Meksyk. W 2014 roku objęto tam akcyzą w wysokości 10% wszystkie wysokokaloryczne produkty (np. czekoladę, lody, cukierki) oraz niealkoholowe napoje zawierające cukier.

Fot.: Już 11 państw w Europie wypowiedziało wojnę otyłości, stosując podatek na napoje o wysokiej zawartości cukru. Zwiększenie fiskalnego obciążenia niezdrowych produktów w większości przypadków przynosi pożądane rezultaty. (Oprac. IOPK)

 

Im wyższa cena, tym mniejszy apetyt

Oczywiście cukrowe regulacje nie są pierwszą próbą legislacyjnego ograniczania niezdrowych nawyków. Podatki akcyzowe są sprawdzonym i powszechnie stosowanym sposobem zmniejszania popytu na szkodliwe produkty. W Polsce od lat skutecznie redukuje się w ten sposób chociażby sprzedaż wyrobów tytoniowych i alkoholowych – generujących epidemię chorób ściśle związanych z ich regularną konsumpcją. Czasami ustawodawcy sięgają też po dużo bardziej radykalne środki, takie jak zakazy reklam i promocji nakładane na całe branże lub tzw. plain packaging, czyli wykluczenie możliwości umieszczania logotypów na opakowaniach.

W zestawieniu z tymi rozwiązaniami racjonalne podniesienie daniny na niezdrową żywność wydaje się zabiegiem łagodnym. Wobec tego należy zadać sobie pytanie, czy taka polityka fiskalna na rzecz zdrowia publicznego rzeczywiście jest skuteczna? Doświadczenia krajów, w których już obowiązują takie regulacje dają pozytywną odpowiedź.

Zwiększenie podatkowego obciążenia niezdrowych produktów w większości przypadków przyniosło pożądane rezultaty. Doskonałym przykładem są tu Węgry. Zgodnie z informacjami podawanymi przez EY, w kraju Madziarów zanotowano korzyści o dwojakim charakterze: nie tylko zmniejszono popyt na szkodliwe wyroby, ale też zmotywowano producentów do modyfikacji składu – ilość cukru w produktach spożywczych zmalała o 40%. Pod podatkową presją ugięli się również wytwórcy słodkich napojów sprzedawanych na terenie Wielkiej Brytanii. Jak donosi organizacja Foodwatch, widmo nowych regulacji sprawiło, że poziom cukru w swoich produktach obniżyli nawet tak ważni gracze, jak Coca-Cola, Britvic, Lidl oraz Tesco. Zmiany zapowiedziało też Nestle.

Kolejne optymistyczne wnioski płyną z analiz przygotowanych w 2015 roku przez Food Research Collaboration. Według FRC, we Francji – w wyniku wprowadzenia prozdrowotnej akcyzy – spadł popyt na napoje słodzone typu cola. Z kolei fińscy konsumenci wykazują mniejsze zainteresowanie wyrobami cukierniczymi, napojami słodzonymi oraz lodami. Chętniej za to sięgają po zdrowsze, nieopodatkowane wyroby. Szczególnie wyraźne zmiany popytu zauważono w Meksyku. Konsumpcja opodatkowanych napojów słodzonych spadła tu o 10%, a sprzedaż nieopodatkowanych, tj. mleka i wody mineralnej wzrosła o 7%.

Błędy w walce z tłuszczem

Polski rząd może czerpać zarówno z pozytywnych, jak i negatywnych doświadczeń krajów, które zdecydowały się na opodatkowanie niezdrowej żywności. Przykładu porażki dostarczyła Dania. Wprowadzono tu akcyzę w wysokości 16 koron za kilogram produktu zawierającego tłuszcze trans. Jednak już po dwóch latach duński rząd był zmuszony do istotnego ograniczenia nowego podatku. Jako oficjalny powód podano zbyt duży wpływ regulacji na ceny produktów oraz zatrudnienie. Wpadka Danii pokazuje, z jaką dużą ostrożnością powinny być wprowadzane prozdrowotne przepisy.

Ponadto niektórzy eksperci uważają, że podatki tego rodzaju mają charakter regresywny. Ostrzegają oni, że ciężar ewentualnego wzrostu cen po wprowadzeniu podobnych regulacji w Polsce mogłyby ponieść przede wszystkim osoby mniej zamożne. Istnieje ryzyko, że konsumenci o mniej zasobnych portfelach będą szukać tańszych i gorszych alternatyw dla dotychczas kupowanych wyrobów, co może prowadzić do negatywnych skutków zdrowotnych.

Właśnie dlatego w opinii Instytut Ochrony Praw Konsumentów wdrażanie podatków ograniczających spożycie produktów z dużą zawartością cukru lub soli powinno odbywać się w otoczeniu adekwatnych działań wspierających, takich jak programy ułatwiające zakup zdrowej żywności, akcje zwiększające świadomość konsumentów oraz przedsięwzięcia edukacyjne w szkołach.

Co ważne, pozafiskalne działania sprzyjające zdrowemu odżywianiu są już w Polsce realizowane – choć na razie na niewielką skalę. W ramach Narodowego Programu Zdrowia na lata 2016–2020 przeprowadzono dwie ogólnopolskie kampanie informacyjne. Najwyższy czas, aby te „miękkie” działania uzupełnić o legislacyjne konkrety.

„Wyzwanie dla Polski”

Epidemia otyłości w Polsce postępuje, a rządzący mają tego świadomość. Polska klasa polityczna najwyraźniej zdaje sobie sprawę również z konieczności stworzenia prozdrowotnych regulacji. Już w 2014 roku, za rządów Ewy Kopacz, media donosiły, że resort finansów analizuje skutki wprowadzenia podatku na słodkie napoje gazowane. Danina miała być uzależniona od ilości cukru i wynosiłaby od 1 gr do 10 gr za litr napoju bezalkoholowego. Niestety rok później kadencja dobiegła końca, a prace nie zostały sfinalizowane na czas.

Politycy obecnie rządzącej koalicji również dawali wyraz swojej trosce o dietę Polaków. W 2016 roku wiceminister zdrowia Jarosław Pinkas podzielił się swoim poglądem na temat podatku od cukru. Jego zdaniem taką regulacją należałoby zająć się w ramach Narodowego Programu Zdrowia. Rok później – w odpowiedzi na interpelację poselską – wiceminister finansów Wiesław Janczyk stwierdził, że rozważane są różne koncepcje tego rodzaju podatku. Kolejne dwie wypowiedzi znaczących polityków koalicji na ten temat pojawiły się w ubiegłym roku. W czerwcu wiceminister zdrowia Maciej Miłkowski mówił o możliwości wprowadzenia „podatku cukrowego”, natomiast w grudniu podobną potrzebę wyraził marszałek senatu Stanisław Karczewski. Ta ostatnia deklaracja znalazła się zresztą w liście skierowanym do uczestników konferencji zorganizowanej z inicjatywy samego marszałka. Jej tytuł brzmiał: „Epidemia otyłości olbrzymiej – wyzwanie dla Polski”.

Czy te zapowiedzi przybrały formę prac nad projektem ustawy? Dziennikarze Gazety Prawnej postanowili powiedzieć „sprawdzam” i skierowali pytanie w sprawie zdrowotnych podatków do Ministerstwa Zdrowia i Ministerstwa Finansów. Niestety w odpowiedzi MF znalazła się jedynie informacja o tym, że ministerstwo „przygląda się rozwiązaniom stosowanym w innych państwach”. Natomiast MZ wprost poinformowało, że żadne prace legislacyjne tego rodzaju nie są prowadzone.

Zmiany w VAT zamiast podatku cukrowego?

W 2018 roku pojawiła się nowa nadzieja na to, że polskie władze podejmą zdecydowane kroki w walce o zdrowszą dietę Polaków. Rząd zapowiedział zmiany w matrycy stawek VAT, a Ministerstwo Finansów dodało, że jednym z celów nowelizacji jest właśnie kształtowanie poprawnych nawyków żywieniowych obywateli. Jak ostateczny kształt ustawy przegłosowanej w lipcu 2019 roku ma się do tych deklaracji?

Dużą zaletą nowej matrycy jest to, że redukuje ona wiele absurdów związanych z opodatkowaniem żywności. Wprowadza też pewne rozwiązania, które rzeczywiście mogą sprzyjać poprawianiu jakości diety polskich konsumentów. Przykładem prozdrowotnego zapisu jest ustanowienie jednolitego podatku VAT na poziomie 5% na wszystkie owoce, również te egzotyczne. Od 2020 roku jabłka, borówki, pomarańcze czy banany objęte będą taką samą, najniższą stawką. Jest to krok we właściwym kierunku. Dobrą decyzją jest również przyporządkowanie najwyższej stawki, tj. 23% czekoladzie, soli oraz napojom energetycznym.

Czy wobec tego Polacy mają już swój ekwiwalent podatku chipsowego i dalsze regulacje nie są potrzebne? Niestety odpowiedź jest negatywna. Nowelizacja wprowadza lub utrzymuje wiele przepisów, które nie mają sensu z perspektywy walki o zdrowe odżywianie. Przykładem może być chociażby najniższa stawka VAT dla niezdrowych przekąsek. Polscy konsumenci zapłacą mniej za chipsy i słone paluszki, czyli produkty będące wręcz symbolem niezdrowej diety. Bardziej zachęcające będą także ceny w cukierniach i piekarniach. Wszystkie wyroby piekarskie i ciastkarskie również zostały objęte stawką 5%, mimo że wcześniej obowiązywały trzy progi podatkowe, uzależnione m.in. od terminu przydatności do spożycia oraz obecności konserwantów. Co więcej, wzrosną ceny owoców morza. Tym produktom bogatym w składniki odżywcze została przyporządkowana najwyższa stawka, tj. 23%.

– Wiele wskazuje na to, że prozdrowotny wymiar ustawy po prostu nie był priorytetem dla jej twórców – ocenia Klaudia Anioł, prezes fundacji Instytut Ochrony Praw Konsumentów.

Przypuszczenia te potwierdzają komunikaty Ministerstwa Finansów dotyczące nowelizacji. Skupiają się one głównie na korzyściach dla przedsiębiorców wynikających z uproszczenia przepisów. Na stronach rządowego portalu Gov.pl czytamy, że najważniejszym zadaniem nowej matrycy VAT jest „ułatwienie prowadzenia działalności gospodarczej”. We wpisie z marca zacytowano też wypowiedź minister finansów Teresy Czerwińskiej o tym, że celem ustawy jest „ujednolicenie i uproszczenie systemu, który nie będzie generował przedsiębiorcom problemów z interpretacją”. Nie wspomniano natomiast ani słowem o wpływie nowych stawek na zdrowie konsumentów.

Nowy podatek odciąży służbę zdrowia

Wagi łazienkowe w polskich domach coraz częściej pokazują wyniki świadczące o chorobie, a nadmierne kilogramy obciążają nie tylko poszczególnych obywateli, ale również państwową służbę zdrowia. Publiczna opieka zdrowotna ponosi ogromne koszty leczenia chorób, których źródłem jest otyłość i potrzebuje podatku cukrowego w równie dużym stopniu, co tyjące społeczeństwo.

Podatek od niezdrowej żywności może dać na tym polu podwójne korzyści. Z jednej strony będzie działać profilaktyczne, redukując liczbę pacjentów, a z drugiej – zapewni dodatkowe wpływy do budżetu, które resort finansów może przeznaczyć na wsparcie służby zdrowia. Tę ostatnią zaletę potwierdzają m.in. analizy rumuńskiego rządu. Eksperci tamtejszego ministerstwa finansów uważają, że nowy podatek w ich kraju powinien tylko do końca 2019 roku dać dodatkowe wpływy do budżetu o wartości 66 milionów euro.

Narzędzie umożliwiające zatrzymanie katastrofalnego trendu otyłości jest w rękach rządzących. Im szybciej zostanie ono wykorzystane, tym lepiej dla polskich obywateli i naszej przeciążonej, stale niedofinansowanej służby zdrowia.

– Wprowadzenie racjonalnego opodatkowania na śmieciową żywność, a w szczególności obciążenie podatkiem akcyzowym napojów wysokosłodzonych oraz energetycznych, powinno być jednym z najważniejszych zadań parlamentu utworzonego po jesiennych wyborach – mówi Klaudia Anioł, prezes fundacji Instytut Ochrony Praw Konsumentów.

Czy przyszły rząd rzeczywiście dostrzeże pełen potencjał podatku cukrowego? Czy politykom wybranym przez Polaków w październiku uda się wytrzymać presję koncernów spożywczych i skutecznie wprowadzić nowe regulacje? Miejmy nadzieję, że najbliższe lata dadzą pozytywne odpowiedzi na te pytania.

Fot.: Prace nad wprowadzeniem w Polsce przepisów, które sprawdzają się w wielu państwach UE, będą testem odporności polityków na lobbing koncernów kontrolujących rynek wart miliardy euro. (Źródło: Wikimedia Commons/Adrian Grycuk)

 

ZOBACZ:

UDOSTĘPNIJ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zostaw komentarz
Proszę wpisz nazwę użytkowniak