Tytoniowi giganci – British American Tobacco i Imperial – odpowiedzą przed londyńskim sądem na zarzuty, że od lat wzbogacają się dzięki wyzyskowi ubogich rolników i ich dzieci na plantacjach tytoniu w Malawi. Proces może być historycznym rozliczeniem branży tytoniowej z kolonialną przeszłością. Czy papierosy produkowane w Polsce zawierają tytoń uprawiany przez dzieci Malawi?

Malawi to małe państwo położone w południowo-wschodniej części Afryki, które pojawiło się na mapie politycznej świata dopiero w 1964 roku, “kiedy Brytyjczycy opuścili flagę, zagrali po raz ostatni „Boże, chroń królową” i wrócili na swoją deszczową wyspę” [1]. Wcześniej tereny te, nazywane Nyasaland, wchodziły w strefę wpływów i skład posiadłości brytyjskich. Jak dowiadujemy się z opracowania “Od kolonizacji do globalizacji: historia przejmowania państwa przez przemysł tytoniowy w Malawi” , to tutaj na początku XX wieku British American Tobacco (spółka utworzona w 1902 r. poprzez wspólne przedsięwzięcie brytyjskiej Imperial Tobacco Company i American Tobacco Company w Stanach Zjednoczonych) zbudowała fabryki do przetwarzania liści tytoniu na potrzeby rynku europejskiego. Zakłady w Nyasaland produkowały do 1913 roku największą ilość liści tytoniu suszonego ogniowo-rurowo poza Stanami Zjednoczonymi. Dysponując tak wydajnym fabrykami i zapleczem surowcowym w Afryce, brytyjska firma tytoniowa mogła zdywersyfikować dostawy liści z USA, gdzie zaopatrywała się większość jej konkurentów. Statki parowe, ułatwiały i przyspieszały dostawy towaru z kolonii. Jak piszą autorzy “Od kolonizacji do globalizacji…”, aby pozyskiwać większe ilości surowca, Brytyjczycy korzystali z dobrych relacji z administracją kolonialną, przejmowali farmy od lokalnych rolników i skutecznie promowali na terenie dzisiejszego Malawi uprawę tytoniu jako podstawową uprawę eksportową.

Plantacja tytoniu w Nyasaland. Propagandowy poster brytyjskiego Empire Marketing Board z lat 30-tych XX wieku.(britishempire.co.uk)

Zielone złoto

Kolonializm, stary i nowy [2], który sprowadza kraje ubogie jedynie do roli dostawców surowców i taniej siły roboczej, jest po dziś dzień problemem wielu postkolonialnych ubogich państw Afryki. Podobnie jak w przypadku wielu innych byłych kolonii, uzyskanie niepodległości przez Malawi (1964) nie zlikwidowało problemu zależności ekonomicznej nowego państwa i jego gospodarki od firm tytoniowych. Po dziś dzień, po ponad stu latach od momentu kiedy British American Tobacco uznało, że rolnicze tereny dzisiejszego Malawi będą stanowić jej zaplecze surowcowe, gospodarka tego afrykańskiego kraju niemal w całości wciaż oparta jest na uprawie tytoniu. Rolnicy z Malawi rocznie dostarczają na światowe rynki ponad 200 000 ton tytoniu (2018).  Wpływy ze sprzedaży tego surowca stanowią aż 70% budżetu Malawi i generują ponad połowę (60%) waluty zagranicznej zasilającej budżet państwa. Nic więc dziwnego, że z uprawą tytoniu związało się wielu polityków tego postkolonialnego państwa. Jak powiedział w 2016 roku prezydent Peter Mutharika, uprawa liści to dla Malawi „życie naszej gospodarki” [3].

Malawi jest państwem, uzależnionym od produkcji tytoniu. (fot. Leigh Day)

Autorzy “Od kolonizacji do globalizacji…” nazywają rzecz po imieniu: Malawi jest państwem, uzależnionym od produkcji tytoniu. Wiele instytucji państwa i wielu malawijskich urzędników przez lata bardziej dbało o interesy dochodowej branży, niż interes ubogich obywateli. Znamienny jest fakt, że Malawi po dziś dzień pozostaje jednym z nielicznych (9) krajów na świecie, które nie ratyfikowały Ramowej Konwencji o Ograniczeniu Używania Tytoniu (FCTC) Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), która zobowiązuje państwa-sygnatariuszy do przyjęcia środków mających na celu ograniczenie używania tytoniu oraz przeciwdziałania wpływom przemysłu tytoniowego na procesy stanowienia prawa, instytucje państwa i zdrowia publicznego. I choć Malawi jest jednym z największych światowych producentów “zielonego złota”, które znajduje się w prawie każdej paczce papierosów dostępnych w Europie, Azji i USA [4], kraj ten pozostaje jednym z najuboższych krajów świata. Jest krajem sformatowanym do roli dostawcy taniego surowca pozyskiwanego dzięki niewykształconej, nędznie opłacanej sile roboczej. Wiele organizacji międzynarodowych i misji kościelnych, w tym z Polski, od lata niesie pomoc ubogim i chorym w Malawi. Szczególną pomocą i opieką otaczane są dzieci z Malawi – najubożsi z ubogich.

Jest bieda, są zyski.

Firmy tytoniowe i duże pieniądze lubią ciszę. Prawdziwa bieda z jakiegoś tam kraju na końcu świata nie krzyczy. Relacje dziennikarzy i raporty organizacji humanitarnych pokazywały światu nędzę w Malawi, ale zazwyczaj unikały drażliwej kwestii, kto czerpie z tej nędzy prawdziwe zyski, pomijając wskazanie na jakiegoś nieistotnego lokalnego skorumpowanego urzędnika. Obrazy skrajnej nędzy wzbudzały współczucie, uruchamiały kolejne fale pomocy humanitarnej i wolontariatu dla Malawi.
– Tak naprawdę jest to mechanizm sprzyjający koncernom wykorzystującym pracę najuboższych w myśl cynicznej i znanej skądinąd zasady “prywatyzujmy zyski, uspołeczniajmy koszty”. Wysyłane w świat obrazy nędzy z Malawi uruchamiały pomoc humanitarną. Pomoc dostarczana rodzinom ubogich rolników z Malawi z jednej strony poprawiała ich egzystencję, ale z drugiej utrwalała “system”. Pozwalała biznesowi utrzymywać w Malawi głodowe wynagrodzenia, skoro rolnicy pracujący na plantacjach głód zaspokajali dzięki pomocy humanitarnej, a nie płacy otrzymywanej za pracę. – komentuje Klaudia Anioł, prezes Instytutu Ochrony Praw Konsumentów.

Tym razem miało być inaczej. W 2013 roku telewidzowie z krajów europejskich zobaczyli 29-minutowy francuski film dokumentalny „Dzieci Malawi: Tytoniowi Niewolnicy” (“Malawi, les enfants du tabac”, 2013). Dokument oskarżał: pokazywał ponure oblicze współczesnych plantacji tytoniu i działalności firm tytoniowych w Malawi. Przedstawiał niewolniczą pracę ponad 1,5 miliona dzieci w wieku od 5 do 15 lat, które zmuszane są do pracy na plantacjach tytoniu, gdzie ryzykują zdrowie i bezpieczeństwo dla zysku tytoniowych koncernów i ich nieświadomych niczego akcjonariuszy. To robiło wrażenie. Film pokazał dzieci wykorzystywane do niebezpiecznych ręcznych prac na tytoniowych farmach m.in. oczyszczania ziemi, budowania suszarni, pielenia roślin czy zbierania liści. Autor filmu, Chloé Henry-Biadaud ujawnił, że praca dzieci często trwa wiele godzin i przekracza ich siły. W internecie pojawiły sie opisy filmu, które alarmowały Europę, że dzieci zatrudnione na tytoniowych farmach w Malawi narażone są na kontakt z pestycydami, które przenikają przez skórę. Dzieci zatrudnione na plantacjach cierpią na bóle głowy, brzucha, mięśni, trudności w oddychaniu, biegunkę, wymioty i wysokie ciśnienie krwi – typowe objawy “choroby plantatorów” związanej z ekspozycją na nikotynę pochodzącą z rosnącego tytoniu (green tobacco sickness – GTS). Film pokazywał jak praca na tytoniowych plantacjach wpływa na edukację dzieci z plantacji. Pracując przy uprawach tytoniu nie mają one żadnych szans rozwoju, możliwości uczenia się, robienia czegokolwiek innego w życiu, niż praca na farmie. I tak od pokoleń. Blisko 40% ludności Malawi dotyka analfabetyzm a ponad połowa mieszkańców kraju żyje poniżej granicy ubóstwa.
Dokument „Dzieci Malawi: Tytoniowi Niewolnicy” był wydarzeniem kilku filmowych festiwali, stymulatorem dla aktywistów, telewizyjnych debat o prawach człowieka, zrównoważonym rozwoju itp. Po jakimś czasie jednak pijarowcy tytoniowych gigantów mogli jednak schować ciśnieniomierze do szuflady i wrócić do czelendżowania swoich kejsów, fokusowania się na ekszyn pointach i kejpiajach.

Papierosy in flagranti.

Minęły 4 lata. Świat zapomniał o czarnoskórych dzieciach z Malawi. Nowoczesne firmy tytoniowe umocniły swój wizerunek postępowych multikulturowych korporacji bez kolonialnej przeszłości, których misją jest uwolnienie świata od nałogu palenia tytoniu i inwestycje w lepszą przyszłość. Czas w korporacyjnych ołpenspejsach znowu zaczął płynąć w rytmie od brifu do dedlajnu .
Jednak na wizerunku starej branży pozostała głęboka rysa. Pęknięcie na tytoniowym monumencie nastąpiło w poniedziałek 25 czerwca 2018. Tego dnia brytyjski dziennik The Guardian opublikował artykuł śledczy pod znamiennym tytułem “Praca dzieci szerzy się w przemyśle tytoniowym”.
To musiał być szok. W artykule nie było mowy o jakiś lokalnych skorumpowanych afrykańskich urzędnikach, którzy wyzyskują nędzników z Malawi, ale – w myśl rzymskiej zasady is fecit, cui prodest – padły nazwy konkretnych firm tytoniowych.
Autorzy publikacji – podobnie do autorów francuskiego filmu dokumentalnego z 2013 roku – dotarli do ubogich osad rolniczych w Malawi. Oskarżyli koncerny tytoniowe, że papierosy sprzedawane konsumentom w Wielkiej Brytanii i innych krajach Europy zawierają tytoń pochodzący z plantacji, na których zatrudnione są dzieci w wieku 14 lat i młodsze, które są zabierane ze szkół do zbierania tytoniu przez rodziny rolników żyjących w skrajnej nędzy. Według informacji zebranych przez brytyjskich dziennikarzy, niektóre rodziny rolników z Malawi nie otrzymują za swoją pracę zapłaty nawet przez 10 miesięcy (dopóki plony tytoniu nie zostaną sprzedane po żniwach) i popadają w pętle zadłużenia i pokoleniowe ubóstwo. Często jedynym wyżywieniem pracowników plantacji jest kukurydza dostarczana przez właścicieli plantacji, którzy naliczają rodzinom rolników koszty jej zmielenia, za które muszą płacić dodatkową pracą na farmie – czytamy w artykule, który do dnia dzisiejszego nigdy nie został przedrukowany w polskiej prasie. Brytyjski dziennik opublikował w internecie galerie zdjęć , która pokazała warunki życia i pracy na plantacjach tytoniu w Malawi.

Dzieci Malawi jadą do Londynu.

Okazało się, że sporo zmieniło się od czasów premiery filmu o dzieciach z Malawi w 2013 roku. Teraz w 2018 roku temat podany przez media szybko złapali rozgrywający z wyższej ligi. Treść publikacji The Guardian zwróciła uwagę zajmującej się prawami człowieka londyńskej kancelarii prawnej Leigh Day. Prawnicy kancelarii “przyjęli piłkę” i zapowiedzieli wniesienie przeciwko koncernom tytoniowym pozwu w imieniu setek rodzin zmuszonych z powodu ubóstwa do pracy na plantacjach tytoniu w Malawi. Chwilę później rząd USA zawiesił import tytoniu z Malawi. (Do dziś nie wiadomo, czy decyzja ta zapadła pod wpływem artykułu The Guardian, zapowiedzi pozwu Leigh Day, czy była spóźnioną reakcją amerykańskiej administracji na francuski film z 2013 roku. Każdy sukces ma przecież zawsze wielu ojców).
Kilka miesięcy po publikacji artykułu w The Guardian prawnicy Leigh Day oświadczyli, że  nabywcą tytoniu pochodzącego z 20-35 tys. gospodarstw w Malawi (m.in. opisanych w artykule The Guardian ) jest największa na świecie notowana na giełdzie spółka tytoniowa British American Tobacco z siedzibą w Londynie.
– Podczas gdy British American Tobacco gromadzi ogromne zyski, rolnicy wykonujący wyczerpującą i niebezpieczną pracę polegającą na zbieraniu liści tytoniu otrzymują niewiele lub nic. Zwabieni na farmy obietnicami przyzwoitych zarobków i dobrych warunków życia, pozostają tam wraz z rodziną uwięzieni w pracy sezonowej bez możliwości wyjścia z tej sytuacji. Co więcej, rolnicy zmuszeni są do podjęcia łamiącej serce decyzji, by zatrudniać przy uprawie tytoniu swoje dzieci. Nadszedł czas, aby międzynarodowe korporacje, które zarabiają na wyzyskiwanych pracownikach, zostały pociągnięte do odpowiedzialności” – oświadczył Oliver Holland , radca prawny w zespole kancelarii Leigh Day reprezentujący rolników z Malawi.

Nie wiedzą, albo wiedzą i nie powiedzą.

Słowo się rzekło. W grudniu 2020 roku kancelaria Leigh Day złożyła w High Court w Londynie (odpowiednik polskiego Sądu Okręgowego) pozew przeciwko British American Tobacco oraz drugiej zarejestrowanej w Wielkiej Brytanii firmie tytoniowej Imperial Brands w imieniu kilku tysięcy zubożałych rolników z plantacji tytoniu w Malawi.  Jak dowiadujemy się z informacji prasowej opublikowanej przez Leigh Day, rolnicy z plantacji tytoniu z Malawi oskarżają British American Tobacco i Imperial “o świadome ułatwianie bezprawnych i niebezpiecznych warunków, w których rolnicy i ich dzieci muszą budować własne domy z błota i strzechy, żyjąc na codziennej niewielkiej porcji kukurydzy, pracują od 6 rano do północy siedem dni w tygodniu i muszą pożyczać pieniądze, aby móc wyżywić swoje rodziny przez cały sezon”. Ich zdaniem, British American Tobacco i Imperial wiedzą lub powinni wiedzieć, że w takich warunkach rolnicy nie mają innego wyboru, jak zmuszać do pracy własne dzieci w wieku trzech lat tylko po to, aby zebrać zbiory i uzyskać za nie zapłatę”.
Prawnik reprezentujący rolników i dzieci Malawi, Martyn Day powiedział:  “To przygnębiające, że teraz w 2020 roku dwie największe brytyjskie korporacje wielonarodowe czerpią korzyści z pracy dzieci. Sprzedaż papierosów i innych wyrobów tytoniowych jest wystarczającym przekleństwem dla społeczeństwa, ale robienie tego z wykorzystaniem pracy dzieci jest naprawdę szokujące”.

Asy zostają w rękawie.

W odpowiedzi na oskarżenia sformułowane przez prawników działających w imieniu rodzin maliwijskich rolników koncerny tytoniowe postanowiły zablokować sprawę, czyli nie dopuścić do procesu. Złożyły wniosek o oddalenie pozwu złożonego w imieniu rodzin rolników z Malawi. British American Tobacco i Imperial stwierdziły [5], że zawarte w pozwie zarzuty są nieuzasadnione i zubożali rolnicy nie mają żadnych podstaw do twierdzenia, że ​​którykolwiek z nich uprawiał tytoń zakupiony przez ich firmy.
British American Tobacco i Imperial domagały się, aby rolnicy z Malawi przedstawili w pozwie wszystkie posiadane przez siebie dowody przeciwko koncernom. Jak pisał The Guardian, firmy tytoniowe argumentowały wniosek o oddalenie oskarżeń, stwierdzeniem, że “rodziny z Malawi nie potrafią udowodnić, że uprawiany przez nich tytoń znalazł się w ich papierosach”. Z kolei – zgodnie z relacją The Guardian – prawnicy reprezentujący rolników z Malawi wyjaśniali, iż wielokrotnie pytali firmy tytoniowe o dowód, że te nie kupowały tytoniu od ich klientów, ale żadne dokumenty nie zostały im ujawnione.
Jak widać, żadna ze stron konsekwentnie nie chciała wyłożyć “kart na stół” przed ewentualnym procesem. Asy schowane w rękawach zapewne ujrzą światło dzienne dopiero na sądowej wokandzie.

Spadkobiercy imperium. 

Blok ustawiony przez prawników firm tytoniowych okazał się za słaby. Londyński sąd w czerwcu br. odrzucił wniosek koncernów o oddalenie pozwu i zdecydował, że zbada sprawę wniesioną  przez ponad 7000 malawijskich plantatorów tytoniu, w tym ponad 3000 dzieci przeciwko British American Tobacco i Imperial. Wydający swoje orzeczenie sędzia Martin Spencer uznał, że argumenty firm tytoniowych we wniosku o oddalenie sprawy są “nieprawidłowe”. Stwierdził, iż  “Istnieje różnica, jakie dowody są potrzebne na początku sprawy, a jakie są potrzebne do udowodnienia roszczenia w trakcie procesu sądowego”. 
Z pewnością nie takiej decyzji sędziego, który zaledwie 4 lata temu (2017) został powołany do składu sędziów londyńskiego High Court, oczekiwały firmy tytoniowe będące spadkobiercami kolonialnego imperium. 
Jak informował The Guardian, po niekorzystnej dla koncernów decyzji sądu rzecznik Imperial powiedział, że „poza powtórzeniem, że będziemy nadal bronić swojego stanowiska” firma nie może komentować sprawy dalej, ponieważ spór jest w toku. Rzecznik  British American Tobacco powiedział:  „BAT od dawna zobowiązuje się do poszanowania praw człowieka naszych pracowników, osób z którymi współpracujemy oraz społeczności, w których działamy w ramach naszych łańcuchów dostaw i operacji biznesowych.  Będziemy nadal energicznie bronić roszczeń i nie jesteśmy w stanie przedstawić dalszych komentarzy, dopóki sprawa toczy się dalej”.  
– „Firmy tytoniowe chyba nie były przygotowane na taką decyzję brytyjskiego sądu. To może być przełomowy proces sądowy w historii przemysłu tytoniowego. Wygrana dzieci z Malawi może stać się symbolicznym rozliczeniem branży tytoniowej z kolonialną przeszłością” – mówi Klaudia Anioł, prezes fundacji Instytut Ochrony Praw Konsumentów.

Dekapitalizacja, prywatyzacja, optymalizacja.

Na początku lat 90-tych XX wieku branża tytoniowa w Polsce “potrzebowała pieniędzy na modernizację linii produkcyjnych, maszyn i urządzeń, zwiększenie wydajności, poprawę marketingu” – tak brzmiała diagnoza sektora tytoniowego przygotowana dla polskiego rządu w lutym 1992 r. przez ekspertów brytyjskiego banku inwestycyjnego Morgan Grenfell, którego korzenie sięgają połowy XIX wieku. Raport Brytyjczyków wskazywał, że postępuje “dekapitalizacja maszyn” a “potrzeby finansowe branży tytoniowej przekraczają 500 mln dolarów”. Analiza sprowadzała się do jedynie słusznego w tamtej epoce wniosku: “W tej sytuacji, a także wobec rosnącej konkurencji, fabrykom przemysłu tytoniowego potrzebni są duzi inwestorzy”, czyli… prywatyzacja. Takimi dużymi inwestorami – z odpowiednim kapitałem i odpowiednim know-how – były oczywiście międzynarodowe koncerny tytoniowe, które zgodnie z diagnozą Morgan Grenfell przystąpiły do “ratowania” polskiego przemysłu tytoniowego.
Dzisiaj British American Tobacco posiada w Polsce zakład produkcyjny wyrobów tytoniowych w Augustowie. Fabryka zatrudnia ok. 1 400 pracowników i jest drugim największym zakładem produkcyjnym Grupy BAT na świecie [6] . W roku 2002 Imperial nabył akcje niemieckiego Reemtsma i jest właścicielem (sprywatyzowanych przez Reemtsma) fabryk tytoniowych w Radomiu i Jankowicach k. Poznania, gdzie obecnie zatrudnia ok. 2000 osób [7].
Obydwaj korpowładcy regularnie zdobywają w Polsce wyróżnienia i nagrody dla najlepszych pracodawców. Produkowane w Polsce papierosy i wyroby tytoniowe trafiają na niemal wszystkie rynki świata. Jednak tylko około 20% surowca przetwarzanego w polskich fabrykach papierosów stanowi tytoń krajowy (2019). Aby zaspokoić potrzeby surowcowe koncernów do polskich fabryk papierosów trafia znaczna część światowej produkcji tytoniu. Jak czytamy w artylule prasowym opublikowanym dwa lata temu na łamach “Reportera Augustowskiego” , British American Tobacco rocznie wykorzystuje do produkcji papieriosów prawie 30 proc. światowej produkcji tytoniu. Nabywa tytoń od rolników z 34 krajów świata, m.in. z Malawi, gdzie uprawiany jest “najlepszy tytoń odmiany Burley, który wchodzi w skład stosowanej w papierosach tzw. mieszanki amerykańskiej” (american blend). Jak wynika z informacji ujawnionych przez przedstawiciela firmy tytoniowej, w 2011 roku aż 90 proc. papierosów produkowanych w Europie, a niemal 100 proc. produkowanych przez koncerny tytoniowe w Polsce, wytwarzanych było z takiej właśnie mieszanki amerykańskiej, której składnikiem jest tytoń odmiany Burley.
Tyton z Malawi jest eksportowany z Malawi głównie za pośrednictwem portu morskiego Beria w sąsiednim Mozambiku, gdzie przywożony jest ciężarówkami. (Znaczne ilości tytoniu “made in Zimbabwe” (15% – 2005) pochodzą z przemytu liści z plantacji w Malawi; mogą byc wprowadzane na światowy rynek jako produkt z Zimbabwe, ale to już inna historia).

Jak wynika z danych Ministerstwa Rolnictwa do Polski trafiło blisko 50 tys. tytoniu z Malawi. Rocznie do Polski regularnie importowane jest około 10 tys. ton tytoniowego surowca z Malawi. Czy do polskich zakładów tytoniowych British American Tobacco w Augustowie i zakładów Imperial Brands w Jankowicach i Radomiu trafia tytoń uprawiany przez żyjących w skrajnej nędzy rolników i dzieci Malawi, których dramatyczny los pokazali światu reporterzy The Guardian?

Nie potwierdzam, nie zaprzeczam i “no comment”

Przesłaliśmy do obydwu firm tytoniowych – British American Tobacco i Imperial – prośby o komentarz do kilkunastu (!) informacji zebranych przez nas z różnych źródeł i przedstawionych w naszym artykule. Postanowiliśmy również zadać przedstawicielom obydwu firm oczywiste pytania dotyczące wykorzystywania tytoniu z Malawi w zakładach tytoniowych na terenie Polski. Spytaliśmy: “Czy do produkcji wyrobów tytoniowych w zakładach produkcyjnych w Polsce był / jest używany tytoń importowany z Malawi? Czy w zakładach w Polsce do produkcji wyrobów tytoniowych był / jest używany tytoń z Malawi uprawiany przez dzieci w wieku 14 lat mniej?”.
Obydwaj giganci zabrali głos.
W odpowiedzi, jaką otrzymaliśmy z biura prasowego British American Tobacco w Londynie czytamy: “Nie akceptujemy pracy dzieci, pracy przymusowej, niewolniczej lub niedobrowolnej. Bardzo poważnie podchodzimy do kwestii pracy dzieci i zdecydowanie zgadzamy się, że dzieci nigdy nie mogą być wykorzystywane, narażane na niebezpieczeństwo lub pozbawiane edukacji. Nasz Kodeks Postępowania dla Dostawców (Supplier Code of Conduct) określa minimalne standardy wymagane od naszych dostawców, w tym zapewnienie, że ich działalność jest wolna od pracy dzieci oraz pracy przymusowej, niewolniczej, niedobrowolnej, będącej przedmiotem handlu ludźmi lub nielegalnej pracy migrantów. Nasza praca w tym obszarze jest szczegółowo opisana w niedawno ogłoszonym Raporcie Praw Człowieka (Human Rights Report) – pierwszym takim raporcie firmy tytoniowej“.
Przejrzeliśmy wskazany w odpowiedzi biura prasowego “Raport Praw Człowiek 2020 Grupy BAT”. W dokumencie jest wiele informacji o prawach człowieka. Jest o “LGBT+”, jest o “Black Lives Matter”, ale ani razu nie pojawia się nazwa “Malawi”.
Koncern nie odpowiedział na nasze najprostsze, jak nam się wydawało, pytanie, czy w zakładzie tytoniowym w Augustowie jest używany tytoń z plantacji w Malawi.

W dokumencie Raport Praw Człowiek 20202 Grupy BAT jest informacja o “LGBT+”, “Black Lives Matter”, ale ani razu nie pojawia się nazwa “Malawi” (Fot. Pixabay / SharonMcCutcheon)

Otrzymaliśmy również odpowiedź Imperial Brands: „Kwestię pracy dzieci i pracy przymusowej traktujemy bardzo poważnie i nie akceptujemy praktyk wyzysku w naszych łańcuchach dostaw, co jasno wynika z naszego Kodeksu Postępowania (Code of Conduct) , który jest opublikowany na naszej korporacyjnej stronie internetowej. Aktywnie staramy się zapobiegać wyzyskowi poprzez inicjatywy obejmujące wielu interesariuszy, w tym ogólnobranżowy program zrównoważonych upraw tytoniu zgodny z wytycznymi ONZ”. Jak wyjaśnia rzecznik koncernu, Simon Evans: “Będziemy energicznie kontynuować obronę naszego stanowiska. Ponieważ jest to trwające sprawa sądowa, nie jesteśmy w stanie komentować tej sprawy szerzej”.
Imperial również nie odpowiedział na nasze pytanie, czy w zakładach tytoniowych Imperial w Polsce jest używany tytoń z plantacji w Malawi.
Ponieważ żadna z pytanych przez nas firm tytoniowych ani nie zaprzeczyła, ani nie potwierdziła, że wykorzystuje w swoich polskich zakładach produkcyjnych tytoń z Malawi, zwróciliśmy się z prośbą o informacje do Krajowego Stowarzyszenia Przemysłu Tytoniowego zrzeszającego cztery międzynarodowe koncerny tytoniowe w Polsce. Spytaliśmy: “Dlaczego firmy-członkowie KSPT importują dla potrzeb zakładów produkcyjnych w Polsce tytoń z afrykańskiego Malawi? Czy wszystkie firmy-członkowie KSPT importują tytoń Malawi? Jeśli nie, to które firmy-członkowie KSPT nie importują tytoniu z Malawi?”. Nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi.
Co takiego się stało, że nikt w branży nie chce się przyznać do importu tysięcy ton malawijskiego tytoniu do Polski?

Za horyzontem.

Publikacja The Guardian z 2018 roku i zapowiedź procesu wytoczonego brytyjskim koncernom tytoniowym przez dzieci Malawi spowodowała, że wielu zagranicznych nabywców tytoniu zaczęło z daleka omijać towar z Malawi. Aby nie stracić odbiorców, maliwijscy eksporterzy muszą poprawić wizerunek “zielonego złota” z Malawi. Jak pisze lokalna prasa, obiecują wyeliminować pracę dzieci w całym łańcuchu produkcyjnym. W kwietniu br. minister rolnictwa Malawi, Lobin Lowe wezwał rolników, aby unikali pracy dzieci, “na co krzywo patrzą międzynarodowi nabywcy tytoniu”
Jak pisze lokalna prasa, niektórzy plantatorzy otrzymują od firm handlujących tytoniem dodatkowe pieniądze, “napiwki”, za to że na swoich farmach “będą unikać wykorzystywania pracy dzieci”,  Władze Malawi desperacko szukają rozwiązania problemu – zastanawiają się nad zniesieniem systemu najmu terenów upraw, który ułatwiał wyzysk rolników i wielu potencjalnych nabywców trzyma z dala od tytoniu z Malawi.
Dzieci z Malawi zapoczątkowały agrarną rewolucję w kraju od pokoleń uzależnionym od tytoniowych gigantów. Jak alarmuje tamtejsza prasa, w Malawi  , systematycznie zmniejsza się liczba firm skupujących tytoń na krajowych giełdach, co negatywnie wpływa na lokalne ceny skupu liścia. Firmy sprzedające tytoń z Malawi próbują więc zatrzymać odbiorców grając niską ceną, co z kolei ma katastrofalne skutki dla rolników i nakręca spiralę biedy. Sytuacja stała się naprawdę dramatyczna. Jak informuje Tobacco Reporter  w sierpniu br. niektórzy nabywcy oferowali maliwijskim plantatorom skup liścia poniżej ustalonych przez rząd cen minimalnych; (oferowali rolnikom około 0,50 USD za kg w porównaniu do 1,54 USA w roku 2020). Po proteście plantatorów, którzy wstrzymali sprzedaż, zawieszone zostały transakcje na największej krajowej giełdzie tytoniowej. Wielu rozczarowanych rolników zapowiedziało, że przestanie uprawiać “zielone złoto”. Stosowany przez firmy skupujące tytoń system kontraktowy głośno nazwali “rozbojem w biały dzień„.
Ministerstwo rolnictwa Malawi przygotowuje ratunkowy program reformy branży tytoniowej – chce zainteresować rolników zapomnianymi w Malawi uprawami bawełny i bananów [8].
Jak donosi Tobacco Reporter, szansą dla popadających w skrajną nędze farm tytoniu mają być uprawy konopii indyjskich. Resort rolnictwa zachęca maliwijskich tytoniaków, by inwestowali w dochodowe uprawy konopii indyjskich, które Malawi (podobnie jak sąsiednie Zimbabwe) zalegalizowało w zeszłym roku do użytku przemysłowego i medycznego / Ministerstwo rolnictwa optymistycznie planuje, że do 2030 r. Malawi będzie wolne od “uzależnienia od tytoniu” [9].

Dziękujemy za palenie. 

Co ciekawe, mały kraj na końcu świata przyjmuje kierunek reformy rolnictwa symetryczną  do zmian potężnych koncernów tytoniowych, które także zapowiadają przyszłość wolną od tytoniu i zaczynają inwestować w “gorący rynek” konopi, marihuany leczniczej i konsumenckiej, cannabis [10]. 

Przypadek? A może  Malawi na naszych oczach wchodzi na ścieżkę  transformacji agrarnej dostosowanej do nowych potrzeb starych, dobrych partnerów z zamorskich metropolii?  
Również w Polsce, od czasu kiedy skończyły się unijne dopłaty i plantatorom nie opłacają się już uprawy tytoniu [11]  trwają prace nad legalizacją upraw konopi  indyjskich [12].  

Wszyscy dziękują za palenie.  

Konrad Halban
* * *

Artykuł “Jest bieda, są zyski…” została przygotowany i opublikowany przez Fundację Instytut Ochrony Praw Konsumentów w ramach projektu  @TobaccoWatchDogPL

Fundacja Instytut Ochrony Praw Konsumentów wyraża zgodę na publikację artykułu “Jest bieda, są zyski…” w całości lub we fragmentach pod warunkiem wskazania źródła. 01.09.2021. 

UDOSTĘPNIJ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zostaw komentarz
Proszę wpisz nazwę użytkowniak